
Zwalnianie ludzi to proces „delikatny” – wymaga szczególnych umiejętności od osoby spełniającej ten smutny obowiązek. Niejeden z nas zapewne złamałaby się, gdyby powierzono mu zlecenie zwolnienia kilkuset osób face to face. Rozwiązanie umowy o pracę przez pracodawcę jest często przyczyną prawdziwej ludzkiej tragedii i wywołuje ogromne emocje – od czarnej rozpaczy przez agresję po milczącą akceptację przepełnioną najgłębszym rozczarowaniem.
Wachlarz miękkich umiejętności w dziedzinie „doradzania zmian w karierze” wykazuje Ryan Bingham (w tej roli George Clooney), główny bohater filmu „W chmurach”, którego życie przebiega w obłokach właśnie – i nie chodzi tu o marzycielskie skłonności, a o realne przemierzanie drogą lotniczą całych Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Ryan nie ma życia prywatnego – dla rodziny nie istnieje, nie ma swojego miejsca na ziemi, ma za to walizeczkę na kółkach i cel w postaci wylatania 10 mln mil. Pewnego dnia coś w jego uporządkowanym życiu się zmienia – okazuje się, że wraz z młodością i zapałem nowa pracownica Natalie (Anna Kendrick), wniosła do firmy jeszcze jedną rzecz – nowoczesny system wideokonferencji, który umożliwia zdalne wykonywanie pracy. Czytaj – koniec latania w celu zwalniania. Szef firmy nie pozostawia Ryanowi złudzeń – takie rozwiązanie spowoduje oszczędności w wysokości 85% kosztów operacyjnych. Argument, z którym trudno dyskutować, szczególnie w czasach kryzysu.
Czy technologia wygra ostatecznie z człowiekiem? Tego ze względu na świeżą obecność filmu na polskim rynku nie możemy zdradzić. W realnym świecie niezaprzeczalne korzyści z wideokonferencji przeważają nad pewnymi brakami. Nawet w tej historii trzeba przyznać, że zastosowane rozwiązanie pozwala na normalną rozmowę – Ryan mógłby w jej trakcie stosować swoje zdolności łagodzenia negatywnych emocji u zwalnianych osób. Film przy okazji bycia ciekawym spektaklem, jest też przykładem na to, co ma miejsce obecnie w biznesie – coraz lepsza i wszechstronna komunikacja wypiera konieczność osobistych spotkań. Świat staje się dzięki temu dla nas coraz mniejszy. Na pewno istnieją pewne niedoskonałości, ale czy trzeba je w obliczu korzyści wymieniać?
O wideokonferencjach na naszym blogu już pisaliśmy. Zapraszamy:
- Zunifikowane konferencje
- Wideogadki Wideogadki
Jak sprawić, żeby call center mniej kosztowało firmę? Może warto przenieśc tę działalność do innego kraju, gdzie koszty operacyjne będą niższe, np. do Indii? Jednak offshoring już kiedyś zaliczyliśmy do posunięć bardzo ryzykownych [post] – pogorszenie obsługi klienta przez bariery kulturowe i językowe, mniejsza elastyczność działań oraz potencjalny niekontrolowany wypływ informacji. Więc może warto wyprowadzić nasze call center do domów naszych agentów? Brzmi interesująco?
Homeshoring jest terminem określającym przenoszenie pracowników wraz z ich obowiązkami z biur do domów. Oczywiście tyczy się to jedynie takich stanowisk, które na to pozwalają. Taka praktyka pozwala firmie ograniczyć koszty lokowania pracowników w biurach – przestrzeń biurowa, biurko, krzesło, itp. A dla pracowników stwarza realne oszczędności czasu na dojazdach do pracy i przede wszystkim pozwala lepiej pogodzić czas pracy z prywatnymi obowiązkami w domu.
Agenci call center pracujący z domu to coraz bardziej popularne zjawisko. Ich liczbę szacuje się na około 300 tys. w USA (według IDC) i ma się ona szybko zwiększać w nabliższych latach. Zadowoleni pracownicy są bardziej zmotywowani i mało prawdopodobne jest, że szybko zrezygnują z wygodnej pracy. W związku z tym tak istotny problem dla CC, jakim jest retencja pracowników, w znacznym stopniu maleje, a w parze z nim maleją nakłady, jakie musi ponieść firma na szkolenie swoich agentów. Wraz z rozwojem VoIP, w każdym domu wyposażonym w internet, komputer i telefon można swobodnie wykonywać taką pracę. Umożliwiają ją dedykowane dla agentów CC aplikacje.
Homeshoring w branży Contact Center niesie ze sobą mnóstwo korzyści, tak dla firmy, jak i pracowników. Czy w Polsce mamy już do czynienia z taką praktyką?
Zapraszamy do obejrzenia krótkiego wideo, będącego przykładem działania aplikacji dla zdalnych agentów CC – Avaya One-X Agent.
Temat ochrony środowiska jest równie bliski Avaya jak temat pracy mobilnej. Wielokrotnie poruszając zagadnienie redukcji kosztów dzięki umożliwieniu pracownikom pracy zdalnej, przytaczaliśmy przykłady pozytywnego wpływu tego typu zatrudnienia na samopoczucie zarówno pracowników, jak i całej naszej planety. Nigdy jednak głównym tematem rozważań nie były wideokonferencje – a przecież na samą myśl o tym rozwiązaniu przychodzą do głowy jego zalety dla firm, pracowników i środowiska.
Rozwiązania wideokonferencyjne zyskują coraz większą popularność i są prężnie rozwijane przez firmy, które na tym polu technologicznym skoncentrowały swoją działalność. Większość z nas już się pewnie z wideokonferencjami zetknęła korzystając z popularnych komunikatorów internetowych. W biznesie, gdzie trzeba przeznaczyć pewne nakłady finansowe na wyższej klasy rozwiązania, rynek zaczyna się rozwijać. Wideokonferencje pozwalają przedsiębiorstwom ograniczyć koszty i czas podróży pracowników, dając w zamian usługę w coraz lepszym stopniu rekompensującą realne spotkania. Zmniejszenie liczby biznesowych wyjazdów, pozwala także ograniczyć emisję CO2 związaną z przemieszczaniem się pracowników.
Połączenia wideo mogą być wykorzystywane w różnych miejscach i przy użyciu różnego sprzętu. Coraz więcej telefonów komórkowych posiada taką możliwość. W domu także każdy może zainstalować sobie kamerkę internetową, która umożliwia patrzenie w oczy rozmówcy. W rozwiązaniach dla biznesu szybko rozwijana jest jakość tego typu połączeń. Wcześniej standardem wideokonferencji była jakość SD (640×480 pikseli), ale już od kilku lat na rynku można było szukać rozwiązań HD (1280×720 pikseli). Producenci kładą również duży nacisk na przeniesienie tego typu połączeń w trzeci wymiar, albo przynajmniej sprawić wrażenie trójwymiarowości obrazu, a raczej osoby, z którą się rozmawia. Coraz śmielej prezentowane są też robiące niezwykłe wrażenie technologie holograficznych konferencji, jak np. podczas konferencji BT Global Services w Anglii (ZOBACZ TUTAJ). Okazuje się także, że na najprostszym domowym sprzęcie z użyciem zwykłej kamery, również można uzyskać pewien stopień 3D, tzw. pseudo-3D video conferencing (ZOBACZ TUTAJ).
Wraz z rozwojem technologii możemy spodziewać się coraz lepszych rozwiązań wideokonferencyjnych zarówno dla biznesu, jak i użytkowników prywatnych. Lepsza jakość obrazu i audio, szybsza sieć i większe ekrany – to wszystko powinno sprawić, że będziemy mogli rozmawiać z olbrzymią liczbą osób oddalonych o tysiące kilometrów mając ich perfekcyjny obraz przed oczami oraz wrażenie, że są naprawdę blisko i naprawdę realni.
PS. A tak a propos wielkich ekranów. Czy wiecie, jaki jest największy ekran HD na świecie? To wiadomość z ostatnich dni. Największy ekran HD znajduje się na stadionie amerykańskiej drużyny futbolowej Dallas Cowboys i ma 55 (!) metrów długości (ZOBACZ TUTAJ).