AVAYA BlogCenter
AVAYA BlogCenter
30 października 2007

Emocje po wyborach zdążyły już opaść. Wynik jaki jest każdy widzi, ale jako, że nie jest to blog polityczny, to nie będę się zagłębiał w rozważania czy to źle, dobrze i czy mogło być lepiej. Na pewno wszystkich zastanowił fakt, że pierwszy raz w historii polskiej demokracji, cisza wyborcza została przedłużona o prawie 3 godziny! Również pierwszy raz w historii o mały włos, nie doszło do unieważnienia znacznej liczby głosów w tym przypadku oddanych w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Francji. Powód – opóźnienia w transferze danych do PKW. W każdym z tych przypadków zawinił człowiek, który nie docenił aktywności polskich wyborców i opieszale zliczał głosy. Mam wrażenie, że takie sytuacje nie powinny się zdarzać w XXI wieku, w którym obieg informacji jest chyba najważniejszym elementem funkcjonowania nowoczesnych społeczeństw demokratycznych. Polska nie jest jedynym krajem, w którym doszło do wpadek przy urnach. Na pewno wszyscy pamiętają wybory w USA z roku 2000, gdzie zmierzyli się George. W Bush i Al Gore. Wtedy system oparty częściowo na głosowaniu komputerowym, nie zdał egzaminu i wybory zakończyły się skandalem, związanym z kilkukrotnym przeliczaniem głosów (sprawdzaniem pod światło, w którym miejscu została przedziurawiona karta do głosowania). Czy udało by się tego wszystkiego uniknąć, gdyby głosowanie przeniesiono do Internetu, lub opracowano system głosowania oparty np. na systemach telekomunikacyjnych? Może zawansowane contact center, do którego mogłyby spływać głosy? Pionierem w głosowaniu przy użyciu sieci globalnej jest maleńka Estonia, która pierwsze internetowe wybory przeprowadziła w marcu tego roku. Liczba głosów oddanych w ten sposób plasowała się na poziomie 3,5% (można było również głosować tradycyjnie). Co ciekawe system został wcześniej przetestowany przy okazji wyborów króla lasu, w których startowało 10 leśnych zwierząt, m. in. jeleń i łoś J.
Na koniec zachęcam do obejrzenia, krótkiego filmiku, jak głosowali nasi rodacy w Wielkiej Brytanii. (obejrzyj video)


AUTOR: Andrzej Sańka
16 października 2007

Nie trzeba było oglądać sobotniego meczu Polska – Kazachstan, by dojść do wniosku, że Polska potrzebuje nowoczesnych stadionów. To co wydarzyło się w 47. minucie spotkania (obejrzyj video), przejdzie do zmiennej historii polskiej piłki. Ktoś powie – złośliwość rzeczy martwych, ale na Wembley czy Allianz Arena raczej taka sytuacja nie mogłaby się zdarzyć. W 2012 na takie faux pas stać nas nie będzie. Sobotnia sytuacja pokazała nam również, że stadiony to nie tylko murawa i trybuny, ale również to, czego na pierwszy rzut oka nie widać, czyli technologia. Współczesne stadiony to nafaszerowane najnowocześniejszą aparaturą „małe” cuda techniki. Setki kamer, wielkie transformatory elektryczne, kilometry kabli, ale również wielka infrastruktura telekomunikacyjna zapewniająca łączność tych gigantów rozrywki sportowej ze światem zewnętrznym.
Zbliżające się Euro 2012, to nie tylko wyzwanie dla sprawnego działania telefonów i Internetu, to potrzeba zapewnienia komunikacji na najwyższym poziomie, tworzenie multimedialnych centrów prasowych i komunikacja między wszystkimi stadionami w Polsce i na Ukrainie. O istocie tego problemu świadczy między innymi stopień wykorzystania zaawansowanej technologii komunikacyjnej podczas ostatnich Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku. Ze zbudowanej przez Avaya na potrzeby imprezy konwergentnej sieci telekomunikacyjnej skorzystało ponad 200 tys. osób, system objął 45 tys. połączeń, 30 tys. urządzeń sieciowych i ponad 15 terabajtów danych! W czasach globalnej wioski, gdzie informacja ma kluczowe znaczenie, a spragnieni kibice oczekują szybkiej informacji, relacji czy transmisji na żywo na całym świecie, IT stanowi kluczowy element tej układanki. Na razie jednak stadionów nie widać, nie widać nawet miejsc, w których miałby powstać.
Na pocieszenie mogę tylko dodać, że przez najbliższy czas nikt na stadionie Legii nie będzie musiał grać, gdyż z Węgrami gramy w Łodzi, z Belgami na Stadionie Śląskim, a eliminacje do mundialu, dopiero w 2010 roku.


AUTOR: Andrzej Sańka
W ostatni piątek brałem udział w bardzo ciekawej debacie tygodnika Computerworld poświęconej administracji publicznej. Szczególnie przypadła mi do gustu opinia jednego z prelegentów – „informatyzacja sektora publicznego przypomina polskie drogi. Zanim wjedziemy na autostradę musimy pokonać odcinek pełen kocich łbów. Choć bywa, że jazda drogą lokalną jest bardziej komfortowa niż drogą krajową. Tam gdzie działa aktywny wójt, tam powstaje porządna droga. Podobna sytuacja ma miejsce w sektorze IT”.

Mam jednak nieodparte wrażenie pewnego paradoksu – z jednej strony obserwujemy coraz lepiej działającą administrację na szczeblu lokalnym, z drugiej ciągle mamy problem z projektami IT na szczeblu centralnym. Chyba wszyscy jesteśmy świadomi faktu, że w Polsce brakuje standardów potrzebnych do wymiany informacji. Oczywiście odwiecznym problemem są finanse, od nich zależy w dużej mierze powodzenie projektu. Najtrudniejsza jest jednak bariera mentalna. Dość przewrotnie określił przedstawiciel jednego z urzędów miejskich – „można powiedzieć, że żyjemy w XXI wieku, mamy społeczeństwo XX, które myśli kategoriami XIX wieku”.
Dla przykładu przytoczę ranking Światowego Forum Gospodarczego – wśród 104 badanych państw na całym świecie w zakresie informatyzacji administracji, Polska zajmuje 53 pozycję ale ostatnie miejsce pośród państw UE-25. W połowie 2006 r. poziom zaawansowania rozwoju usług publicznych wśród krajów UE-25 wynosił 75%, tymczasem w u nas – 53% (wzrost z 36% w 2004 r.). Naprawdę można się zawstydzić.
Do zmiany mentalności potrzebna jest także zmiana pokoleniowa. Dla pokolenia, które ma od dziecka dostęp do Internetu, załatwienie spraw urzędowych na odległość jest zupełnie naturalne. Nowe pokolenie rośnie w innych realiach. Jeden z prelegentów stwierdził, że branża IT ma za zadanie budować świadomość, ale zastanawiam się rzeczywiście robienie biznesu można łączyć z misją?

Jak sądzicie, czy dziś jesteśmy w stanie sprawnie prowadzić informatyzację administracji? Czy problemem jest ułomne prawo, a może rzeczywiście problem tkwi w mentalności decydentów? A może w końcu problemy są wydumane, a informatyzacja administracji nie istnieją?


AUTOR: Andrzej Sańka
AVAYA BlogCenter
AVAYA BlogCenter
AVAYA BlogCenter
AVAYA BlogCenter
AVAYA BlogCenter
AVAYA BlogCenter
AVAYA BlogCenter
AVAYA BlogCenter
AVAYA BlogCenter
AVAYA BlogCenter
AVAYA BlogCenter