
Nasz świat jest podzielony na kraje kilku kategorii. Są więc kraje rozwinięte, nacechowane powszechnym dostatkiem dla większości mieszkańców, są także kraje, w których panuje bieda mocno wykraczająca poza naszą wyobraźnię. Dlaczego przez lata kraje ubogie nie mogą odbić się od dna i wykorzystać potencjału ludzkiego, jaki w sobie mają? Czy można jakoś tę sytuację zmienić? Przecież kraje bogate nie raz udzielały im wsparcia ekonomicznego, a nic z tego w dłuższej perspektywie nie wyszło.
Wertując archiwum TED Talks (Technology, Economy, Design), swego rodzaju forum organizowanego raz w roku w Kalifornii, podczas którego prominentni badacze i myśliciele, prezentują swoje nietuzinkowe przemyślenia i pomysły dotyczące ekonomii, technologii i wielu innych dziedzin naukowych, trafiliśmy na bardzo interesujący wykład na temat telefonu komórkowego, jako narzędzia prowadzącego do zlikwidowania biedy. Prezentacja nie jest najnowsza, bo liczy sobie nieco ponad dwa lata, niemniej jednak jej idea jest jak najbardziej aktualna. Wykładowca Iqbal Quadir, finansista z Nowego Jorku, urodzony we Wschodnim Pakistanie dzisiaj Bangladeszu, prezentuje swoją teorię, popartą badaniami, na temat wyprowadzenia ubogich krajów z biedy. Przedstawia on ścisłą zależność między powszechną obecnością telefonu w gospodarce, a dramatycznie zwiększoną produktywnością. Bazując na teorii wybitnego ekonomisty Adama Smith’a i badaniom ITU (International Telecommunication Union), udowadnia, że nieskrępowana komunikacja umożliwia specjalizację, co bezpośrednio przekłada się na produktywność gospodarki, a każdy nowy telefon w gospodarce faktycznie generuje dla niej zyski. Snując myśl na temat pomocy finansowej dla krajów ubogich, nakreśla bardzo interesujący wniosek na temat różnicy między krajami zachodu, a krajami trzeciego świata. Różnica polega na sile zwykłych obywateli versus sile władzy. Siła obywateli na zachodzie jest tym, co daje siłę i rozwój gospodarkom. W krajach trzeciego świata zwykli obywatele są zupełnie bezradni, a siła leży po stronie władzy. Wszelkie bezpośrednie pomoce finansowe właśnie tę siłę wspierały, nie dając równocześnie nic, co by wyzwoliło zwykłych obywateli z bezradności. Władze tych krajów nie liczą na wpływy z opodatkowania, a jedynie na wpływy od innych krajów. Ten system nie motywuje władzy do zainicjowania wzrostu gospodarczego. Kilka lat temu Iqbal Quadir wraz z Grameen Bank (bank dla ubogich w Bangladeszu uhonorowany wraz z jego założycielem Pokojową Nagrodą Nobla w 2006r.), rozpoczął wprowadzanie telefonów komórkowych dla mieszkańców z najniższych warstw społecznych w Bangladeszu. Okazało się, że telefon jako narzędzie do komunikacji i pracy nie było kosztowne, bo samo się spłacało poprzez użytkowanie. W wyniku zwiększającej się liczby telefonów komórkowych dla wszystkich, powstał bardzo pożyteczny dla gospodarki bangladeskiej biznes, generujący dużą część PKB.
Sprawna komunikacja wyraźnie przyczynia się do wzrostu produktywności. Jest tak w skali makro – gospodarka, i mikro – firma. Wniosek dla władz ubogich krajów jest taki, żeby dały ludziom telefony, a dla firm – aby wyposażyły swoich pracowników w nowoczesne narzędzia zunifikowanej komunikacji
Branża IT, jak wiele innych, poświęca się ostatnio rozważaniom na temat kryzysu gospodarczego. Warto jednak na chwilę odsunąć przewidywania na bok i skupić się na obecnej sytuacji. W raporcie firmy Hays, specjalizującej się w rekrutacji pracowników IT, możemy zapoznać się z zarobkami w branży (zobacz raport) Widać w nim wyraźnie, że płace mogą kusić. Powodów do narzekania szczególnie nie mają dyrektorzy i prezesi. Najwięcej zarabiają dyrektorzy generalni polskich oddziałów międzynarodowych firm. Specjaliści nie muszą ograniczać się do granic Polski – pracę można znaleźć m.in. w Wielkiej Brytanii, gdzie rynek wciąż jest nienasycony, co powoduje wysokie płace. Wpływ na wysokość zarobków w IT ma niewątpliwie fakt, że migracja pracowników z innych branż jest nieznaczna.
Z powyższego raportu można wyczytać jeszcze jedną istotną informację – branża IT obejmuje pracowników o bardzo różnych kwalifikacjach. Nie można wyłączać handlowców, pracowników PR i marketingu, a także innych stanowisk, które bezpośrednio nie dotyczą pracy inżynieryjnej.
Nie należy jednak uznawać, że praca w IT gwarantuje jasną ścieżkę kariery – jak wszędzie liczą się tutaj umiejętności, zaangażowanie i wszystkie inne cechy dobrego pracownika. Jedno jest jednak pewne – praca w IT daje duże szanse, dlatego w przypadku poszukiwania pracy lub w momencie decydowania o swojej drodze zawodowej warto wziąć pod uwagę pracę w tej przyszłościowej branży.
Kierunki teleinformatyczne są coraz częściej wybierane przez absolwentów szkół średnich. Coraz powszechniejsza jest również sytuacja, że studenci tych kierunków łączą naukę z pracą w zawodzie. Umożliwiają to pracodawcy, którzy starają się „wyłapać” najlepszych pracowników zanim zainteresuje się nimi konkurencja.
Branży IT nie należy się bać – na pierwszy rzut oka może wydawać się dosyć hermetyczna, ale korzyści jakie oferuje, powinny (i zapewne będą) zachęcać pracowników do przepływu z innych branż.
Temat pracy zdalnej ponownie powraca na łamy naszego bloga. Nie wynika to bynajmniej z naszego indywidualnego zafascynowania tematem czy nadgorliwością. Jest to temat jak najbardziej bliski naszej rzeczywistości.
Ostatnio zastanawiamy się, czy jest możliwa rzeczywistość bez pracy w biurze? Na tę chwilę wydaje nam się to mało prawdopodobne, ale z biegiem czasu praca biurowa coraz silniej będzie wypierana przez telepracę. Potrzeba czasu, żeby firmy i ludzie zmienili swój sposób działania i przyzwyczajenia. Praca zdalna musi wykazać, że jej praktykowanie ma sens dla przedsiębiorstw i dla pracowników. Oszczędności wynikające z pracy poza biurem są oczywiste. Wysokie koszty przestrzeni biurowej zostają zastąpione przez znacznie mniejsze koszty uzbrojenia pracownika w narzędzia, dzięki którym może wykonywać pracę w dowolnym miejscu i o dowolnej porze. Pracownik może z kolei lepiej zorganizować swój czas i pogodzić pracę z życiem osobistym. Ale te przemawiające za telepracą argumenty zderzają się mocno z potrzebą nadzoru nad pracownikiem czy kontaktem osobistym, który jest często wymagany przez szefów. To oczywiste, że przeniesienie wszystkich relacji biznesowych do wirtualnego świata przesyłu danych jest niemożliwe. Nie wyeliminujemy czynnika ludzkiego. Ale w pracy zdalnej nie chodzi o jego eliminację. Chodzi raczej o eliminację biura, konieczności dojazdów do pracy i stworzenie udogodnień dla pracownika – człowieka. Zarządy firm są tego świadome i możemy się spodziewać w najbliższej przyszłość coraz bardziej powszechnego zjawiska wypychania pracowników z biur. W raporcie „Worldwide Mobile Worker Population 2007-2011 Forecast”, przygotowanym przez IDC, który opisuje zjawisko ustępowania pracy biurowej na rzecz pracy zdalnej lub mobilnej na całym świecie, czytamy, że liczba pracowników mobilnych będzie rosła w najbliższych latach. „Mobilność w dalszym ciągu ma swój duży udział w zwiększaniu produktywności firm na świecie. IDC przewiduje, że światowa populacja pracowników zdalnych wzrośnie z 758,6 milionów w 2006 do ponad miliarda w 2011 roku, stanowiąc tym samym 30% ogólnoświatowej siły roboczej” – mówi analityk IDC Stacy Sudan. Czyż to nie wspaniałe? Tylu biurowych więźniów zostanie uwolnionych!:)