
Pomimo kryzysu, małe i średnie przedsiębiorstwa (MSP) nadal inwestują w swój biznes, a wydatki na IT plasują się najwyżej wśród tych inwestycji. Badania IDC wykazują, że wydatki wprawdzie spadły, tak jak wszędzie, ale spadek ten był znacznie mniejszy.

Fakty te zostały także potwierdzone w wynikach ankiety przeprowadzonej przez Compass Intelligence, opublikowanej w eWeek (link do strony). Większość osób odpowiedzialnych za zakupy IT w MSP ma optymistyczne myśli, a 42% uważa, że ich wydatki na IT i komunikację pozostaną niezmienione w 2009.
Dlaczego tak jest, skoro wiele ostatnio słyszy się o zamykaniu tej wielkości firm na świecie?
Po pierwsze większość małych i średnich przedsiębiorstw działa w sektorze profesjonalnych usług. W skrócie ujmując – nawet w kryzysie ludzie muszą mieć ładną fryzurę i wyczyszczone ubrania ![]()
Po drugie sytuacja ekonomiczna silnie wymusza konkurencję, a wiadomo, że tylko firmy z doskonałą obsługą klienta utrzymają swoje przychody, a może nawet je zwiększą. W związku z tym firmy te skoncentrowane są na rozwoju biznesu a nie na cięciu kosztów. Odzwierciedla się to także w prognozach zatrudnienia. Według artykułu „The Economy's Untold Story: Small Business” (tłum. Nieopowiedziana historia ekonomii: mały biznes) zatrudnienie wzrośnie o 3,4% w 2009 roku.
Tutaj mamy bezpośrednią relację między rozwojem biznesu a inwestycjami w IT. Stabilny system telekomunikacyjny jest konieczny do utrzymania wysokiej jakości obsługi klienta, a jego prostota w użyciu znacznie ułatwia nowozatrudnionym efektywnie wpływać na biznes, którego właśnie stali się częścią.
Inwestycje w telekomunikację nie tylko minimalizują ryzyko utraty klientów, ale stwarzają także przewagę konkurencyjną, za którą ciężko będzie nadążyć konkurencji, gdy nastaną lepsze czasy.
Wygląda na to, że zalety telepracy mogą przyczynić się do poprawy sytuacji na europejskim rynku pracy. Telepraca zyskuje coraz większe grono sympatyków i co najważniejsze, coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że taka forma zatrudnienia nie obniża efektywności pracowników, a wręcz przeciwnie. Przy okazji elastyczne formy zatrudnienia znacząco obniżają koszty pracodawców.
Agencja badawczo-doradcza Dynamic Markets przeprowadziła na zlecenie Avaya analizę europejskiego rynku pracy. Raport „Flexible Working 2009” odzwierciedla opinie ponad 3,500 pracowników z Francji, Hiszpanii, Rosji, Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii. (Przeprowadzono 3,518 wywiadów wśród pracowników sześciu krajów. Średnio zebrano po 500 odpowiedzi na kraj, za wyjątkiem Wielkiej Brytanii gdzie zebrano ich 1000.)
- 85% pracowników uważa, że elastyczne formy zatrudnienia sprzyjają tworzeniu nowych miejsc pracy, ułatwiają zatrzymanie w firmie największych talentów oraz zwiększają szanse bezrobotnych na powrót do życia zawodowego.
- 61% pracowników chciałoby pracować w trybie elastycznym, gdyby ich kraje wprowadziły prawo zezwalające na takie formy zatrudnienia.
- 67% ankietowanych stwierdziło, że osoby pracujące w trybie elastycznym są szczęśliwsze, a 51% uznało je za bardziej produktywne.
- 59% respondentów jest zdania, że firmy wprowadzają elastyczne formy zatrudnienia głównie w celu zwiększenia produktywności i zatrzymania utalentowanych pracowników, którzy mają zobowiązania rodzinne.
Pracownicy z krajów europejskich i Rosji stwierdzili, że elastyczne formy pracy mają duży wpływ na poziom zatrudnienia. Zdaniem 85% ankietowanych, przyczyniają się one do tworzenia nowych stanowisk, zachęcają najlepszych do pozostania w firmie i ułatwiają bezrobotnym powrót do życia zawodowego. Większa elastyczność czasu pracy jest postrzegana jako sposób na zwiększenie produktywności i zatrzymanie utalentowanych pracowników.
W niedzielę 7 czerwca wybieramy przedstawicieli Polski do Parlamentu Europejskiego. Polsce przysługuje 50 z 736 mandatów poselskich według zapisów Traktatu Nicejskiego. Z punktu widzenia demokracji jest to istotne wydarzenie dla każdego wolnego narodu i przywilej dla wolnego człowieka. Mówi się też, że uczestniczenie w wyborach jest naszym obywatelskim obowiązkiem. W związku z tym wydawałoby się, że każdy z nas ochoczo wybiera się wtedy do urn. Rzeczywistość jest jednak inna. Otóż z sondaży wynika, że jedynie około jedna trzecia z nas, będzię korzystała ze swojego przywileju.
Skąd ta opieszałość? Z badań wynika, że 53% uprawnionych wykazuje brak zainteresowania wyborami. Polacy często uważają, że nie mają wpływu na rzeczywistość wybierając poszczególnych kandydatów. Dla niektórych głosowanie bywa niemożliwe ze względu na brak dostępu do właściwego lokalu wyborczego.
Coraz śmielej mówi się o głosowaniu przez internet. Jakaż byłaby to wygoda dla każdego z nas, móc oddać swój głos nie wychodząc z domu w niedzielę. Niepełnosprawni od długiego czasu walczą o zrozumienie ich sytuacji, w której przez fizyczne przeszkody nie mogą głosować. Polacy za granicą również nie mają łatwo w tej kwestii. Głosowanie w sieci na pewno by te problemy rozwiązało. Według badań SMG/KRC D-Link 32% Polaków chciałoby głosować przez internet. Możemy śmiało przypuszczać, że możliwość takiego uczestnictwa w demokracji znacznie podniosłoby frekwencję w jakichkolwiek wyborach. Nie wymagałoby to, żadnej fatygi ze strony wyborców. Mogliby oni oddać swój głos siedząc przed komputerem lub przy pomocy telefonu obsługującego Internet. Perspektywicznie mówiąc, na portalu do głosowania każdy mógłby dokładnie zapoznać się z sylwetkami i programem kandydatów. Ułatwiłoby to bardzo wyborcom odpowiednie porównanie kandydatur i wybór tej najlepszej. W odróżnieniu od wielkich mediów, tyle samo czasu i uwagi dostałby każdy kandydujący, a o jego wyborze decydowałby jego program i walory osobiste.
Czy gdzieś już coś takiego funkcjonuje? Tak. W Polsce jednak ma to charakter próbny. Na stronie www.e-glosowanie.org 4 czerwca 2009 do godziny 18:00 miało miejsce próbne głosowanie. Twórcy serwisu, jako głównych beneficjentów programu wymieniają: studentów, migrantów, osoby niepełnosprawne, w podeszłym wieku oraz przewlekle chore. W Estonii w wyborach do parlamentu z e-głosowania skorzystało 5,5% uprawnionych. W Holandii odrzucono nowe metody głosowania – przez internet i za pomocą komputerów w lokalach wyborczych. Powodem były serie testów, które wykazały niedoskonałości systemów i urządzeń do głosowania, które umożliwiały wyciek informacji nt. preferencji wyborczych konkretnych osób, a także manipulację wynikami wyborów. W Irlandii w 2004 zakupiono system wyborczy tego typu za 52 miliony Euro. W wyniku audytu bezpieczeństwa nie został on nigdy wykorzystany, a koszt jego przechowywania to 800 tys. Euro rocznie. Są to mocne argumenty w rękach przeciwników tego typu głosowań. Wprowadzenie e-głosowania nie jest procedurą tanią, a sama jej rzetelność budzi kontrowersje. W przypadku głosowania przez internet rodzi się także ryzyko handlowania głosami.
Według prognoz pierwsze e-głosowanie w Polsce może mieć miejsce najszybciej w 2010 roku. Rząd wydaje się być zdeterminowany w podjęciu próby wprowadzenia takiej możliwości dla wyborców. Byłaby to z pewnością duża dogodność dla każdego z nas. Ale z pewnością nikt też nie chciałby dla wygody poświęcić rzetelności wyborów.